środa, 10 września 2014

Sztuka użytkowa czyli wartości w codziennej pracy


Siedziałam bezradnie nad wielką płachtą pełną rubryczek i próbowałam zrozumieć, co trapi moją klientkę.
– O Boże – jęczała. W jaki sposób w pracy konsultantki ma przejawiać sie wartość "samodzielność i odpowiedzialność" na trzecim poziomie, skoro drugi to „sama inicjuje kontakt z klientem”. Ona już nic więcej nie może! A jak z kolei zmniejszę poziom drugi u konsultantki, to wyjdzie za duża różnica między nią, a menedżerem. Pójdę zapytać szefowej, jak wymyśliła, to nich się z tym  męczy.
– A muszą być trzy poziomy? – spytałam nieśmiało
– Tak, bo mamy decyzję o trzystopniowej skali ocen przestrzegania wartości firmowych i muszą być wskaźniki dla każdego.
– A co z tego ma wynikać dla pracowników?
– Premie i inne niefinansowe gratyfikacje, no wiesz, takie tam. Ale czy możesz mi pomóc? – Nie mogłam, bo nie rozumiałam sensu tego, co robiła.

Program wdrażania wartości był oczkiem w głowie prezesa. Martwił się, że ludzie są niesamodzielni i marnie współpracują. Dał tematowi zielone światło, ale był człowiekiem konkretnym i potrzebował namacalnych wskaźników zmiany. Najlepiej jakiegoś badania. Teraz cały HR konstruował wskaźniki. Dla 30 stanowisk, metodycznie, żeby nikt nie miał wątpliwości, co oznacza samodzielność. Gdzieś w tym działaniu pobrzmiewał inżynier Taylor, XIX- wieczny twórca dominującej do dziś koncepcji organizacji pracy i jego duch technokracji. Jednak wszyscy byli tak zaaferowani tworzeniem systemu, że tego nie zauważali. Istotne stało się nie tyle wprowadzenie w życie wartości, co skończenie tego dzieła – zbudowanie systemu. I wtedy przypomniałam sobie, co powiedział w tej kwestii ks. Tichner. Zauważył on lapidarnie, że „Wartość to jest to, co jest ważne”. I kiedy zapytałam mojej klientki, co w tej chwili jest dla niej kluczowe, odpowiedziała: żeby już to skończyć, bo wychodzi fajnie.  I wtedy pomyślałam: wdrażanie wartości nie powinno być sztuką dla sztuki, lecz raczej sztuką użytkową.




Kiedy byłam ostatnio u mojej przyjaciółki, malarki, zobaczyłam, że na sztalugach ma wyłącznie ikony. Wcześniej malowała cudowne pejzaże przesycone duchowością i prostotą. Zaniepokoiłam się i spytałam, co się stało, a ona na to, że ludzie wolą ikony, bo są bliżej ich życia, łatwiej im zobaczyć w tym ducha. Mojej przyjaciólce nie było żal tych pejzaży, bo naczelną wartością było dla niej dawanie ludziom tego, co pomoże im w życiu, również tym duchowym. Nie chciała, aby jej obrazy były jakkolwiek oderwane od codziennych zwyczajów tych, którzy je kupią. Teraz przynajmniej wie, że choć raz dziennie, przy pacierzu, skupią się na nich. Tej wspaniałej malarki nie interesowała sztuka wysoka, oderwana od realiów, ale bycie towarzyszem w zwyczajności.

Praca nad wartościami to odwoływanie się do najbardziej podstawowej motywacji ludzi. Odkrywanie tego, co faktycznie jest dla nich istotne. Sprawdzanie, czy i w jaki sposób ich wartości wpływają na działanie firmy, która jest nie tylko biznesem, ale też społecznością. Wartości wypełniają codzienność, a przede wszystkim wiążą ludzi. Widać je w drobnych reakcjach, w niewinnych rytuałach, w sposobie prowadzenia spotkań, załatwiania spraw trudnych, trybie rozstrzygania sporów. Że to idealizm? Nie, to realizm, fakt po prostu. Nie musimy przecież podzielać czyichś wartości, żeby uznać ich wpływ. Nie podoba nam się, że ktoś zrobi wszystko dla pieniędzy? Mnie też nie, ale fakt pozostaje faktem: jego wartością jest posiadanie kasy. Dialog na temat wartości łączy lub dzieli i prawie nigdy nie jest letni. Rozmawiamy o podszewce życia, dzięki której nasz garnitur- sposób działania, leży na nas tak, a nie inaczej. Skoro zaś mowa o sztuce i podszewce, to idealnie pasuje to powiedzenie pewnego pana: „To nie sztuka powiedzieć JESTEM. Sztuką jest BYĆ!” 

Zatem, jak wprowadzać wartości w życie w organizacji? Co działa, co zawodzi?  Przede wszystkim nie należy poprzestawać na zakomunikowaniu wartości, nawet wspólnie uzgodnionych, bo będą tylko pustymi słowami. Jest to banał, lecz banalność ta wcale nie przeszkadza w częstym sięganiu po naiwne metody plakatowo-propagandowe. A tymczasem chcemy zaistnienia wartości jako realnych sił przenikających różne sfery życia firmy. Dopiero w codziennym współdziałaniu wartości krystalizują się, nabierają kształtu. Ujawniają się jako swoisty drogowskaz przy podejmowaniu decyzji, budowaniu strategii. Kierują naszą uwagą, powodują, że zaczynamy widzieć sprawy, które dotychczas ignorowaliśmy. Kształtują normy. Taki proces może zawiązać się tylko w dialogu, nie da rady inaczej. Dlatego program "wdrażania" wartości musi opierać się na wspólnym przyglądaniu sie codzienności i otwartym rozmawianiu o niej. I nie może być oddzielnym, niezintegrowanym projektem. Niestety, bardzo rzadko udaje mi się przekonać zleceniodawców do takiego podejścia .
– Pani chce, abyśmy zmieniali wszystko? – słyszę.
– Ja nie chcę, ale czy wy chcecie, aby po zrealizowanym wielkim wysiłkiem programie, po zrobieniu tego całego hałasu na temat firmowych wartości, wszystko zostało po staremu?
Trudność potęguje fakt, że praca nad wartościami to ze swej natury działanie wspólnotowe. Dla Polski natomiast charakterystyczna jest kultura indywidualistyczna, skoncentrowana na osobistych osiągnięciach jednostki. W rezultacie, w akcie bezradności, chcemy nauczyć ludzi kierowania się dobrem wspólnym adresując apel do nich indywidualnie. Błąd. Nie pomoże tu plakat z napisem „Współpraca”. Pomoże tylko współpraca.

A w zasadzie, po co zajmować się w pracy tymi wartościami? Czy są one wystarczająco ważne? Co możemy zyskać? Och, nic wielkiego, takie tam drobiazgi, które można opisać w kilku zaledwie hasłach:
Zgodność działania z wartościami buduje w ludziach poczucie sensu.
Wartości kierunkują rozwój osób, zespołów i całej organizacji.
W momentach zagubienia, w obliczu trudnej decyzji, są drogowskazem, a nie dekoracją.
Ich wdrażanie jest procesem integrującym wszystkich.
Wartości są istotą kultury firmy i decydują o jej skuteczności.
Słowem: praca nad wartościami to nie jest ozdobnik, to sztuka trafiania w sedno.

1 komentarz:

  1. Ciekawa teoria... wartość to jest to, co ważne. Tylko jak to obiektywnie ocenić? Przecież dla każdego człowieka co innego jest ważne.

    OdpowiedzUsuń